dzisiaj moje szperanie w księgarni zaowocowało kupnem pewnej nowości, która bardzo mnie ucieszyła. Mowa oczywiście o książce autorstwa Eduardo Mendozy, (którego powieść "Przygoda fryzjera damskiego" miałam już przyjemność zrecenzować) pod tytułem "Niewinność zagubiona w deszczu", wydanej przez wydawnictwo Znak. Siostra zakonna i jej spotkanie z pokusami. Namiętność kontra wyrzeczenia. Katalonia kontra wierność. Blurb brzmi ciekawie, okładka przyciąga starannością i gładkością, przedmiot przyciąga ceną, a książka autorem. Zobaczyłam, dotknęłam, kupiłam, za jakiś czas zrecenzuję. Innymi słowy, lubię piątkowe ranki.
A teraz cenowe rewolucje:
na stronie wydawnictwa kupicie tę książkę w twardej oprawie w promocji, za 24,90
w empiku za twardą oprawę musicie dać 29,90
na stronie selkar.pl książka może dostać się w Wasze ręce za 27 zł (miękka oprawa)
gandalf.com.pl jest gotowy oddać tę książkę w miękkiej oprawie za 27,14
merlin.pl proponuje cenę 22,42 za twardą oprawę.
to teraz każdy wybiera dogodną mu opcję i do czytania!
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 22 lipca 2011
czwartek, 21 lipca 2011
książkoopinia
jak miło patrzeć, że jesteśmy tacy zgodni! 100% z oszałamiającej liczby 10 używa zakładek do książek. No bo przecież to wielka wygoda. Nie trzeba za każdym razem zapamiętywać strony, nie trzeba wertować kartek w poszukiwaniu ostatniego przeczytanego zdania. A, że zakładeczki są raczej tanie, to można mieć ich nieskończenie wiele. Zresztą rozważania odnośnie książkopamiętaczy mamy za sobą. Teraz jedyne co mi pozostaje, to zaserwować Wam odrobinkę fotek.
Oto one:
ze strony www.designboom.com propozycji kilka, pierwsza odrobinkę spływająca,

druga zdecydowanie bardziej spinaczowa. Obie obłędne:
Ze strony niespodzianka.pl mamy odrobinkę gumy:
Gdyby ktoś zapomniał czym są te kolorowe paseczki, to nawet są podpisane. Na wszelki wypadek.
Są też kolorowe zwierzaczki ze strony www.smyk24.eu
I pracochłonne serwetkowe książkopamiętacze ze strony kuradomowa.com
oj jest z czego wybierać moi drodzy!
Oto one:
ze strony www.designboom.com propozycji kilka, pierwsza odrobinkę spływająca,

druga zdecydowanie bardziej spinaczowa. Obie obłędne:
Ze strony niespodzianka.pl mamy odrobinkę gumy:
Gdyby ktoś zapomniał czym są te kolorowe paseczki, to nawet są podpisane. Na wszelki wypadek.
Są też kolorowe zwierzaczki ze strony www.smyk24.eu
I pracochłonne serwetkowe książkopamiętacze ze strony kuradomowa.com
oj jest z czego wybierać moi drodzy!
wtorek, 19 lipca 2011
toruńskie czytanie
przerwa w dostawie postów spowodowana była wyjazdem na weekendową wycieczkę. Na drodze naszych odwiedzin znalazł się Toruń, w którym postanowiłam, podobnie jak w Pradze, wyszukać jak najwięcej miejsc związanych z książkami. Oto wszystko to, co udało mi się sfotografować. Zapraszam do oglądania:
Na pierwszy ogień niech zatem pójdzie Chełmno ze swoją biblioteką. Mało kameralnie, ale przynajmniej zielono.
No a teraz zaczynamy książkowy spacerek przez Toruń. Toruński Antykwariat Naukowy, może nie jest za bardzo stylowy, ale wydaje mi się, że szyld odrobinę nadaje mu klimatu. Zawsze to lepsze niż kawałek betonu.
Kolejne zdjęcie to bardzo typowy obrazek. Księgarnie nie mają nas przyciągać wyselekcjonowanymi pozycjami, ciekawymi propozycjami i interesującą elewacją. O nie! One mają nas przyciągać głównie ceną, którą sprzedawcy chwalą się na pół witryny. Estetyce mówimy nie.
Niestety Toruń pełen jest zwykłych sklepów z książkami. Po prostu byle jaka witryna i po prostu byle jaki szyld. A szkoda, bo potencjał jest ogromny, wszak Toruń to przepiękne miasto. Zresztą sami popatrzcie na zdjęcie tej samej księgarni z wieży ratusza. Czyż potencjał aż nie krzyczy?
Oto kolejna księgarnia. Nieco lepiej, ale wciąż nie wykorzystane wszystkie możliwości miejsca. Witryna już nieco mniej mechaniczna i skserowana, ale wciąż brakuje inwencji. Czyżby aż tak mało ludzi kupowało książki?
I kolejne pytanie, czy teraz kupuje się tylko książki tanie, czy może książki dobre? W poniższej księgarni ceny na prawdę były zachęcające. Niestety gorzej z tytułami.
Poniższa fotka pokazuje pozostałości po księgarnianym szyldzie i to, co ten szyld zakryło. Wcześniej była tu księgarnia, a teraz? Teraz jest najtaniej na świecie. Czyli jednak wygrywa najtańsza książka, bo na inną nie ma popytu.
No i oczywiście księgarnie szkolne i sprzedaż podręczników. Na to zawsze będzie zapotrzebowanie. Gdańsk też jest pełen księgarni, które głównie zajmują się dystrybucją podręczników. Ale czy uczniowie kupują coś poza nimi? Najgorsze jest to, że tutaj już nikt nawet nie zawraca sobie głowy jakąkolwiek witryną sklepową. Co tam! Grunt, że Podręczniki! Tanio!
Dobrze, że chociaż gdzieś pamięta się, że książka jest najlepszym prezentem!
No ale nic to! Oglądajmy dalej! Toruń wydał mi się miastem, w którym nie zmieniono za wiele podczas ostatnich lat. Trudno tam doszukać się jakiś nowoczesnych budynków (mówię tutaj o starym mieście). Jest w tym wszystkim dużo dobrego, bo nikt na siłę nie chce unowocześniać zabytków, pozbawiając przy tym miasto jego głównego atutu. A poza tym pozostawia też to nam możliwość pooglądania takich ciekawych pozostałości po różnych systemach, jak na przykład poniższa księgarnia Hobbit, lub Atlas. Ludzie i książki się zmieniają, szyldy nie muszą.
Przeszukując uliczki Torunia w poszukiwaniu klimatycznych księgarni odnalazłam takie oto małe cudeńko w murach ratusza. Co prawda księgarnia ta głównie nastawiona jest na turystów i serwuje to, co oni mogą chcieć kupić, ale przecież aż miło zawiesić oko, a od albumów z toruńskimi zdjęciami jeszcze nikomu się krzywda nie stała.
Również i Centrum Sztuki Współczesnej ma swoją księgarnie. Wielkie, przestrzenne pomieszczenie wypełnione po same brzegi współczesną kulturą i sztuką. Bez sprzętu do nurkowania nie podchodź!
Jeszcze coś na ząb. Pracownia Słownika Polszczyzny XVI wieku. Na sam widok człowiek zastanawia się czy poprawnie formułuje myśli. Sąsiedztwo Wisły i szeregu kamieniczek zdecydowanie dodaje uroku i robi z instytutu wymarzone miejsce do pracy.
No i na sam koniec odrobinka sieciowych zakupów, niebieski szyld i kremowe kafelki. A na zachętę i obronę, widok z lotu wieży.
Muszę przyznać, że Toruń to nie to samo, co Praga, a właściciele księgarni nie bardzo przejmują się opakowaniem w jakie zawinięte są książki. Czy oznacza to, że nieprzekonanych nic już nie przekona, a na przekonanych nie ma sensu tracić pieniędzy, bo i tak przyjdą, prędzej czy później?
Chwila zadumy z toruńskim gołębiem w tle.
Na pierwszy ogień niech zatem pójdzie Chełmno ze swoją biblioteką. Mało kameralnie, ale przynajmniej zielono.
No a teraz zaczynamy książkowy spacerek przez Toruń. Toruński Antykwariat Naukowy, może nie jest za bardzo stylowy, ale wydaje mi się, że szyld odrobinę nadaje mu klimatu. Zawsze to lepsze niż kawałek betonu.
Kolejne zdjęcie to bardzo typowy obrazek. Księgarnie nie mają nas przyciągać wyselekcjonowanymi pozycjami, ciekawymi propozycjami i interesującą elewacją. O nie! One mają nas przyciągać głównie ceną, którą sprzedawcy chwalą się na pół witryny. Estetyce mówimy nie.
Niestety Toruń pełen jest zwykłych sklepów z książkami. Po prostu byle jaka witryna i po prostu byle jaki szyld. A szkoda, bo potencjał jest ogromny, wszak Toruń to przepiękne miasto. Zresztą sami popatrzcie na zdjęcie tej samej księgarni z wieży ratusza. Czyż potencjał aż nie krzyczy?
Oto kolejna księgarnia. Nieco lepiej, ale wciąż nie wykorzystane wszystkie możliwości miejsca. Witryna już nieco mniej mechaniczna i skserowana, ale wciąż brakuje inwencji. Czyżby aż tak mało ludzi kupowało książki?
I kolejne pytanie, czy teraz kupuje się tylko książki tanie, czy może książki dobre? W poniższej księgarni ceny na prawdę były zachęcające. Niestety gorzej z tytułami.
Poniższa fotka pokazuje pozostałości po księgarnianym szyldzie i to, co ten szyld zakryło. Wcześniej była tu księgarnia, a teraz? Teraz jest najtaniej na świecie. Czyli jednak wygrywa najtańsza książka, bo na inną nie ma popytu.
No i oczywiście księgarnie szkolne i sprzedaż podręczników. Na to zawsze będzie zapotrzebowanie. Gdańsk też jest pełen księgarni, które głównie zajmują się dystrybucją podręczników. Ale czy uczniowie kupują coś poza nimi? Najgorsze jest to, że tutaj już nikt nawet nie zawraca sobie głowy jakąkolwiek witryną sklepową. Co tam! Grunt, że Podręczniki! Tanio!
Dobrze, że chociaż gdzieś pamięta się, że książka jest najlepszym prezentem!
No ale nic to! Oglądajmy dalej! Toruń wydał mi się miastem, w którym nie zmieniono za wiele podczas ostatnich lat. Trudno tam doszukać się jakiś nowoczesnych budynków (mówię tutaj o starym mieście). Jest w tym wszystkim dużo dobrego, bo nikt na siłę nie chce unowocześniać zabytków, pozbawiając przy tym miasto jego głównego atutu. A poza tym pozostawia też to nam możliwość pooglądania takich ciekawych pozostałości po różnych systemach, jak na przykład poniższa księgarnia Hobbit, lub Atlas. Ludzie i książki się zmieniają, szyldy nie muszą.
Przeszukując uliczki Torunia w poszukiwaniu klimatycznych księgarni odnalazłam takie oto małe cudeńko w murach ratusza. Co prawda księgarnia ta głównie nastawiona jest na turystów i serwuje to, co oni mogą chcieć kupić, ale przecież aż miło zawiesić oko, a od albumów z toruńskimi zdjęciami jeszcze nikomu się krzywda nie stała.
Również i Centrum Sztuki Współczesnej ma swoją księgarnie. Wielkie, przestrzenne pomieszczenie wypełnione po same brzegi współczesną kulturą i sztuką. Bez sprzętu do nurkowania nie podchodź!
Jeszcze coś na ząb. Pracownia Słownika Polszczyzny XVI wieku. Na sam widok człowiek zastanawia się czy poprawnie formułuje myśli. Sąsiedztwo Wisły i szeregu kamieniczek zdecydowanie dodaje uroku i robi z instytutu wymarzone miejsce do pracy.
No i na sam koniec odrobinka sieciowych zakupów, niebieski szyld i kremowe kafelki. A na zachętę i obronę, widok z lotu wieży.
Muszę przyznać, że Toruń to nie to samo, co Praga, a właściciele księgarni nie bardzo przejmują się opakowaniem w jakie zawinięte są książki. Czy oznacza to, że nieprzekonanych nic już nie przekona, a na przekonanych nie ma sensu tracić pieniędzy, bo i tak przyjdą, prędzej czy później?
Chwila zadumy z toruńskim gołębiem w tle.
czwartek, 14 lipca 2011
książkoteria
Kocham lato za to, że można w cudowny sposób eksponować ciekawą biżuterię. Długie kolczyki nie haczą się o swetry, a wisiory nie giną w tabunach ocieplającego nas materiału. Do tego dochodzi biżuteria na niezasłonięte nogi. Żyć nie umierać. Dzisiaj pokazuję Wam kolejną dawkę biżuterii, która łączy uwielbienie dla książek i dla ozdobników.
Jako pierwsze prezentuje kolczyki znalezione na stronie www.stopfalling.com . Urocze a do tego niezbyt awangardowe, więc jeśli ktoś koniecznie chce nosić na sobie książki, a nie chce zwracać zbytniej uwagi to idealne.
Co dalej? Dalej to oto znalezisko ze strony www.artfire.com. Juz nieco bardziej awangardowe i zdecydowanie bardziej letnie.
I tak kolejny znaleziska ze strony: fuckyeahbookarts.tumblr.com. Ruloniki prawie jak za starożytnego Egiptu.
Podręczny notatnik? Nie ma najmniejszego problemu. Znalezisko ze strony thefashionstory.co.uk
Niezbyt może ta następna bransoletka jest wygodna, ale za to jaki efekt! www.bookpatrol.net
A na koniec coś dla zakochanych w komiksach. keetsa.com
No i jak? Jak Wam się podoba?
Jako pierwsze prezentuje kolczyki znalezione na stronie www.stopfalling.com . Urocze a do tego niezbyt awangardowe, więc jeśli ktoś koniecznie chce nosić na sobie książki, a nie chce zwracać zbytniej uwagi to idealne.
Co dalej? Dalej to oto znalezisko ze strony www.artfire.com. Juz nieco bardziej awangardowe i zdecydowanie bardziej letnie.
Do tego jeszcze ciekawy, książkowy sposób na przechowywanie kolczyków, ze strony jdorganizer.blogspot.com
No ale dobrze, zostawmy kolczyki i przejdźmy do zdecydowanie bardziej ciekawej dzisiejszej odsłony książkoterii, jaką jest zbiór bransoletek. Któż by nie chciał mieć ich na ręce! Może nie wszystkie są trwałe, ale nawet dla chwili zachwytu warto coś takiego wykombinować.I tak kolejny znaleziska ze strony: fuckyeahbookarts.tumblr.com. Ruloniki prawie jak za starożytnego Egiptu.
Podręczny notatnik? Nie ma najmniejszego problemu. Znalezisko ze strony thefashionstory.co.uk
Niezbyt może ta następna bransoletka jest wygodna, ale za to jaki efekt! www.bookpatrol.net
A na koniec coś dla zakochanych w komiksach. keetsa.com
No i jak? Jak Wam się podoba?
wtorek, 12 lipca 2011
czasami coś jest za darmo
Prosto z Literadaru informacja, a ja ją dalej wysyłam w świat. Otóż zdarza się, że czasem coś jest za darmo. Tym razem trafiło na książkę wydawnictwa Insignis pod tytułem "Metro 2033". Na tej oto stronie http://metro2033.pl/metro2033/fragmenty/metro-2033.-pelny-tekst-do-pobrania./, możecie pobrać cały tekst książki, opowiadającej o życiu ludzkości, która po zagładzie nuklearnej ukryła się w podziemiach i stacjach moskiewskiego metra. Książkę tę napisał 32-letni Dmitrij Glukhovsky, rosyjski dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny. Jeśli lubicie te klimaty, to wieść niesie, że książka jest jedną z lepszych w swoim gatunku.
pochwal się! A co!
pochwal się swoimi książkami! Wyślij mi zdjęcie swojej biblioteczki na adres mrt.mazurMAŁPAgmail.com, a ja stworzę małą galeryjkę z naszymi zdobyczami i książkotrzymaczami. Ponieważ nie ma nic piękniejszego, niż książkotrzymacze, które już zaadoptowaliśmy i przerobiliśmy w taki sposób, aby były idealne dla nas!
niedziela, 10 lipca 2011
książkoopinia
W sumie to nie zastanawiałam się nigdy, tak na poważnie, nad idealnym formatem książki. Ustaliliśmy już, że raczej sceptycznie nastawieni jesteśmy do wydań kieszonkowych. Jak zatem rzecz się ma z innym formatami. otóż aż pięcioro z Was zaznaczyło, że najlepsze wydanie to prostokąty. I tutaj zaskok jest taki, że w sumie ja osobiście rzadko stykam się z prostokątami. Najczęściej są to wydana tradycyjne, A4. Może właśnie dlatego lubicie prostokąty? Może właśnie dlatego, że są tak rzadko spotykane? Dwie osoby zagłosowały na stare, dobre, mało wydziwione wydania, a jedna osoba stanęła po stronie kwadracików.
Czyli jednak lubimy zaszaleć i lubimy nietuzinkowość! My wariaci!
Czyli jednak lubimy zaszaleć i lubimy nietuzinkowość! My wariaci!
piątek, 8 lipca 2011
książkotrzymacz
słuchajcie, może za dużo książek się tam nie zmieści, ale za to jakie to efektowne. Znalezisko ze strony forum.muratordom.pl
wtorek, 5 lipca 2011
Motylek za szpilek
szukasz czegoś, co nie zajmie zbyt wiele Twojego czasu? Czegoś, co nie zajmie zbyt wiele miejsca? Czegoś, co nie wyczyści Twojego portfela, a jednocześnie zafunduje Ci długi czas wesołości? No to ja coś takiego mam. W antykwariacie (tym, którego zdjęcia Wam pokazywałam w kwietniu) , tak od niechcenia, kupiłam książeczkę. Malutka była, taniutka, a uśmiech z twarzy nie schodził mi przez kilka dni, nawet po tym jak już ją przeczytałam. Mowa tutaj o książce "Motylek ze szpilek" autorstwa Józefa Bułatowicza. Mój egzemplarz wydany został przez Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych w Warszawie w 1987 roku. Książka ta to wybór fraszek z lat 1978-1985. I powiem Wam, że aktualność tych króciutkich wierszyków absolutnie poraża.
Napisane tak dawno temu, a wciąż pasujące do rzeczywistości. Nie ma sensu przekonywać Was językiem, stylem, fabułą (o którą w tym przypadku trudno). Po prostu zacytuję tutaj kilka fraszek i jeśli spodobają Wam się to co jakiś czas będę kilka prezentowała.
"Glówny Element Odnowy"
Gdy się odnowie przypatrzysz z bliska, to głównie nowe ujrzysz nazwiska
"O kształceniu"
Niepotrzebnie o studia
nadal tyle krzyku,
gdy magister inżynier
pracuje w butiku.
""Tempo"
Zamysł roboty jeszcze w nich drzemie,
a już za dzieło pobrali premię.
"Motywacja zakupu"
Babcia kupiła kilo ufnali.
-Po co ci gwoździe?
-Wszyscy je brali.
"Syzyf po polsku"
Wtacza skałę niedosytu
na wierzchołek dobrobytu.
I tak mogłabym w nieskończoność :) Zaledwie 79 stron, a śmiechu co niemiara!
Napisane tak dawno temu, a wciąż pasujące do rzeczywistości. Nie ma sensu przekonywać Was językiem, stylem, fabułą (o którą w tym przypadku trudno). Po prostu zacytuję tutaj kilka fraszek i jeśli spodobają Wam się to co jakiś czas będę kilka prezentowała.
"Glówny Element Odnowy"
Gdy się odnowie przypatrzysz z bliska, to głównie nowe ujrzysz nazwiska
"O kształceniu"
Niepotrzebnie o studia
nadal tyle krzyku,
gdy magister inżynier
pracuje w butiku.
""Tempo"
Zamysł roboty jeszcze w nich drzemie,
a już za dzieło pobrali premię.
"Motywacja zakupu"
Babcia kupiła kilo ufnali.
-Po co ci gwoździe?
-Wszyscy je brali.
"Syzyf po polsku"
Wtacza skałę niedosytu
na wierzchołek dobrobytu.
I tak mogłabym w nieskończoność :) Zaledwie 79 stron, a śmiechu co niemiara!
niedziela, 3 lipca 2011
książkotrzymacz
Wakacje nastały, ale nie każdy może pozwolić sobie na urlop. To ja w takim razie proponuję z własnego domu zrobić zbocze górskie i poczuć się jak w Tatrach!!
No a jak ktoś nie ma ochoty na góry, to jak odpowiednio oddali siebie od powyższego zdjęcia to zobaczy na nim kolorowy polukrowany tort :) :)
www.designartist.co.kr
No a jak ktoś nie ma ochoty na góry, to jak odpowiednio oddali siebie od powyższego zdjęcia to zobaczy na nim kolorowy polukrowany tort :) :)
www.designartist.co.kr
piątek, 1 lipca 2011
uwielbiam!
Uwielbiam jak okazuje się, że coś, o czym pisałam wcześniej znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. W kwietniu mówiłam Wam, że książka kucharska to coś, co zapewne każdy ma w domu, co każdy w domu mieć powinien. Że ja, że moja mama, że mama mojej mamy, że milion razy kartkowana. Zresztą pisząc kwietniowy post miałam w ręku naszą starą "Kuchnię polską" i tak troszkę zbierało mi się na wspomnienia. A tymczasem już w czerwcu miałam przekonać się jak bardzo ta właśnie "Kuchnia polska" mnie rozweseli! otóż ja i mój mąż (!!!) dostaliśmy nowe wydanie "Kuchni polskiej" jako jeden z prezentów ślubnych. Jak ją rozpakowałam to fala ciepła zalała moje serducho i powiem Wam, że możecie się śmiać, ale poczułam początek jakiejś ważnej historii, jakiegoś ważnego etapu. Oto Tomek i ja zaczynamy razem nowe życie, budujemy rodzinę, a naszym orężem i narzędziem będzie znana wszystkim, przekartkowana i sprawdzona "KUCHNIA POLSKA"! Bezcenne.
ps. witam w lipcu wszystkich zaczytanych :)
ps. witam w lipcu wszystkich zaczytanych :)
czwartek, 30 czerwca 2011
książkoopinia
Jest coś fascynującego w spłaszczonych liściach. Jak byłam mała uwielbiałam robić z nich kolorowe, jesienne obrazki. Zresztą okazuje się, że nie tylko ja. Dlatego właśnie suszenie liści to tak często spotykane zachowanie. Aż siedmioro z Was, na dziesięć głosujących osób, suszyło liście między kartkami książek.
Zresztą ja sama natykam się czasem na liście zasuszone przez mojego tatę, gdy był młody. I powiem Wam, że wbrew obawom, kartki wcale nie są zabrudzone!
Zresztą ja sama natykam się czasem na liście zasuszone przez mojego tatę, gdy był młody. I powiem Wam, że wbrew obawom, kartki wcale nie są zabrudzone!
wtorek, 28 czerwca 2011
książkoszaleństwa
pisaliśmy już o wyrzucaniu i oddawaniu starych książek. Pisaliśmy też odrobinkę o hierarchii ważności książek. Wyobraźmy sobie zatem, że zostały nam same książki telefoniczne, nieaktualne spisy leków, dawno pozmieniane przepisy prawne i mapa świata sprzed podziału płyt tektonicznych. Co z nimi robimy?
Proste! Patrzcie:
zobaczyliście właśnie całą serię prac Davida Starka, projektanta z Nowego Jorku, zatytułowanych "Book Party". I rzeczywiście trzeba przyznać, że niezłą mają imprezę!
(fotki pożyczyłam ze strony www.designsponge.com )
Proste! Patrzcie:
zobaczyliście właśnie całą serię prac Davida Starka, projektanta z Nowego Jorku, zatytułowanych "Book Party". I rzeczywiście trzeba przyznać, że niezłą mają imprezę!
(fotki pożyczyłam ze strony www.designsponge.com )
piątek, 24 czerwca 2011
Czupury i inne zabawy z wyobraźnią
Słuchajcie, ostatnio mówiłam Wam, że przeżywam intensywny okres w moim życiu, głównie przez ślub. A co ze ślubem się poniekąd kojarzy? No ogólnie to od nowożeńców oczekuje się potomka. Zatem wykorzystam ten przedślubny czas, żeby polecić Wam książkę zatytułowaną "Czupury i inne zabawy z wyobraźnią", która została stworzona przez Odetę Moro Figurską oraz Ewę Ulrich Załęską, a wydana przez wydawnictwo Sturdust.
Generalnie ta książeczka, bardzo estetycznie wydana, w twardej, kolorowej oprawie, to zbiór kilkudziesięciu zabaw, które możecie zaproponować swoim pociechom. I nie są to zwykłe zabawy, tylko zabawy, które wykorzystują maksimum wyobraźni i stymulują rozwój dziecka. Mamy zatem zabawy, które można przeprowadzić w salonie, w kuchni, w sypialni, w łazience, w garażu, w ogrodzie, w podróży i wtedy, gdy dziecko jest chore. Ich piękno polega też na tym, że nie musicie wydawać mnóstwa pieniędzy na potrzebne akcesoria. Czasami potrzeba jedynie kolorowych skarpetek, a jeszcze innym razem starczą paluszki i odrobina światła. Niepowtarzalna okazja, żeby stworzyć statek kosmiczny, bajkowe kreacje i teatrzyk kukiełkowy z pościeli.
Każda zabawa jest dokładnie wytłumaczona, wyjaśnione są poszczególne rekwizyty, a dodatkowo zaznaczone co konkretnie rozwija to u dziecka. I tak zabawa w wybuch wulkanu rozwija chęć eksperymentowania, wiedzę o świecie i umiejętność myślenia przyczynowego. Sami zatem widzicie, że to nie żarty, tylko poważna książka dla zwariowanych dzieci.
Musicie na końcu książki przebić się przez tysiące reklam, ale przecież to w sumie nic wielkiego, a kartki pełne pomysłów są absolutną rekompensatą.
Generalnie ta książeczka, bardzo estetycznie wydana, w twardej, kolorowej oprawie, to zbiór kilkudziesięciu zabaw, które możecie zaproponować swoim pociechom. I nie są to zwykłe zabawy, tylko zabawy, które wykorzystują maksimum wyobraźni i stymulują rozwój dziecka. Mamy zatem zabawy, które można przeprowadzić w salonie, w kuchni, w sypialni, w łazience, w garażu, w ogrodzie, w podróży i wtedy, gdy dziecko jest chore. Ich piękno polega też na tym, że nie musicie wydawać mnóstwa pieniędzy na potrzebne akcesoria. Czasami potrzeba jedynie kolorowych skarpetek, a jeszcze innym razem starczą paluszki i odrobina światła. Niepowtarzalna okazja, żeby stworzyć statek kosmiczny, bajkowe kreacje i teatrzyk kukiełkowy z pościeli.
Każda zabawa jest dokładnie wytłumaczona, wyjaśnione są poszczególne rekwizyty, a dodatkowo zaznaczone co konkretnie rozwija to u dziecka. I tak zabawa w wybuch wulkanu rozwija chęć eksperymentowania, wiedzę o świecie i umiejętność myślenia przyczynowego. Sami zatem widzicie, że to nie żarty, tylko poważna książka dla zwariowanych dzieci.
Musicie na końcu książki przebić się przez tysiące reklam, ale przecież to w sumie nic wielkiego, a kartki pełne pomysłów są absolutną rekompensatą.
środa, 22 czerwca 2011
wtorek, 21 czerwca 2011
książkoopinia
Pytanie w ankiecie zadałam raczej na retorycznej zasadzie, a tu, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, pojawiła się jedna odpowiedź "tak".
Czy wyrzucasz niepotrzebne książki? 8 głosów na nie i 1 na tak. Pytanie o tyle wydało mi się retoryczne, że sama idea trzymania książek, nawet gdy są one schowane w kartonach i czekają na tego, kto ich jeszcze nie czytał, jest piękna. A jeśli absolutnie nie ma miejsca, to przecież można je albo oddać do biblioteki, gdzie chętnie przyjmują takie niechciane pozycje, albo oddać do antykwariatu, gdzie można jakieś drobne pieniążki otrzymać, albo po prostu położyć na wędrującą półkę, o której pisałam wcześniej.
Jest tyle możliwości, więc po co je wyrzucać i marnować nie tylko nasze pieniądze, ale ogólnie wszystko to, z czego książka powstała?
Ale powiem Wam, że wczoraj w pracy w śmietniku leżała praktycznie nowa książka. Na dodatek autorstwa Czesława Miłosza. Nie ładnie! Zwłaszcza w rok Miłosza.
Czy wyrzucasz niepotrzebne książki? 8 głosów na nie i 1 na tak. Pytanie o tyle wydało mi się retoryczne, że sama idea trzymania książek, nawet gdy są one schowane w kartonach i czekają na tego, kto ich jeszcze nie czytał, jest piękna. A jeśli absolutnie nie ma miejsca, to przecież można je albo oddać do biblioteki, gdzie chętnie przyjmują takie niechciane pozycje, albo oddać do antykwariatu, gdzie można jakieś drobne pieniążki otrzymać, albo po prostu położyć na wędrującą półkę, o której pisałam wcześniej.
Jest tyle możliwości, więc po co je wyrzucać i marnować nie tylko nasze pieniądze, ale ogólnie wszystko to, z czego książka powstała?
Ale powiem Wam, że wczoraj w pracy w śmietniku leżała praktycznie nowa książka. Na dodatek autorstwa Czesława Miłosza. Nie ładnie! Zwłaszcza w rok Miłosza.
środa, 15 czerwca 2011
książkotrzymacz i usprawiedliwienie
Witam Was moi kochani.
Ostatnio nie mam zbyt dużo czasu, żeby pisać na blogu i stąd moje usprawiedliwienie. Staram się jak tylko mogę. Ale nie martwcie się, po 25 czerwca wszystko wróci do normy, ponieważ będę już wtedy magistrem i będę już wtedy żoną, a jak wiecie magister i żona mają mnóstwo czasu na pisanie bloga! W każdym razie do 25 czerwca wiele się dzieje i wiele ode mnie wymaga świat.
A żeby dzisiaj zaserwować Wam coś ciekawego przedstawiam książkotrzymacza, który chodzi za mną od kiedy powstał ten blog. Nie sam kształt mnie przekonuje, ale przede wszystkim oświetlenie. Wygląda na bardzo przytulną, a dla mnie to bardzo ważne.
Zresztą sami zobaczcie (znalezisko ze strony craziestgadgets.com)
Ostatnio nie mam zbyt dużo czasu, żeby pisać na blogu i stąd moje usprawiedliwienie. Staram się jak tylko mogę. Ale nie martwcie się, po 25 czerwca wszystko wróci do normy, ponieważ będę już wtedy magistrem i będę już wtedy żoną, a jak wiecie magister i żona mają mnóstwo czasu na pisanie bloga! W każdym razie do 25 czerwca wiele się dzieje i wiele ode mnie wymaga świat.
A żeby dzisiaj zaserwować Wam coś ciekawego przedstawiam książkotrzymacza, który chodzi za mną od kiedy powstał ten blog. Nie sam kształt mnie przekonuje, ale przede wszystkim oświetlenie. Wygląda na bardzo przytulną, a dla mnie to bardzo ważne.
Zresztą sami zobaczcie (znalezisko ze strony craziestgadgets.com)
sobota, 11 czerwca 2011
książkoopinia
Jestem z Was dumna! Uaktywniliście się jeszcze bardziej. Już nie 11, a 14 osób oddało głos w ankiecie. Pytanie brzmiało: "Książki w innym języku. Przyjemność, czy mordęga?".
No i okazało się, że nie jesteśmy w stanie się określić. Tak samo ich nie lubimy, jak lubimy. Oto odwieczny dylemat człowieka, aby zdecydować się na coś bardziej. Bo z tymi książkami to sprawa wygląda tak. Jeśli ktoś dobrze zna obcy język, to czytanie takich książek nie powinno sprawiać trudności. No dobra, ale przecież czasami używane są słowa stare, slangowe i różne takie językowe niespodzianki. Jednak część treści gdzieś nam umyka, niektórych niuansów nie jesteśmy w stanie uchwycić, a językowe zabawy nas nie bawią. Z kolei kto ma na tyle czasu, żeby siedzieć ze słownikiem u boku i tłumaczyć co dziesiąte słowo? No ale przecież nie ma nic cudowniejszego, niż czytanie książek w oryginale, bez ingerencji tłumacza, bez jego interpretacji. Dokładnie tak i tylko tak, jak chciał tego autor. To jak? Czyżby remis?
No i okazało się, że nie jesteśmy w stanie się określić. Tak samo ich nie lubimy, jak lubimy. Oto odwieczny dylemat człowieka, aby zdecydować się na coś bardziej. Bo z tymi książkami to sprawa wygląda tak. Jeśli ktoś dobrze zna obcy język, to czytanie takich książek nie powinno sprawiać trudności. No dobra, ale przecież czasami używane są słowa stare, slangowe i różne takie językowe niespodzianki. Jednak część treści gdzieś nam umyka, niektórych niuansów nie jesteśmy w stanie uchwycić, a językowe zabawy nas nie bawią. Z kolei kto ma na tyle czasu, żeby siedzieć ze słownikiem u boku i tłumaczyć co dziesiąte słowo? No ale przecież nie ma nic cudowniejszego, niż czytanie książek w oryginale, bez ingerencji tłumacza, bez jego interpretacji. Dokładnie tak i tylko tak, jak chciał tego autor. To jak? Czyżby remis?
wtorek, 7 czerwca 2011
zabawa
Witam Was w ten piękny słoneczny dzień. Zaledwie 13.30, a ja już zrobiłam tyle pożytecznych rzeczy. Im starsza jestem, tym bardziej zorganizowana. Cieszy mnie to. Ale nie o tym chciałam.
Zabawę zaproponować Wam chcę.
Nazwijmy ją roboczo "porozmawiajmy książkami". Tyle jest przeróżnych tytułów. Już same one mogą opowiedzieć niezłą historię. Spróbujmy razem taką napisać.
Dopisujemy po jednym tytule książki polskojęzycznej tak, aby pasowała kontekstowo i gramatycznie do poprzedniego tytułu. Myślę, że wiecie o co chodzi.
Zatem zaczynam:
"Kiedy byłem dziełem sztuki"...
Zabawę zaproponować Wam chcę.
Nazwijmy ją roboczo "porozmawiajmy książkami". Tyle jest przeróżnych tytułów. Już same one mogą opowiedzieć niezłą historię. Spróbujmy razem taką napisać.
Dopisujemy po jednym tytule książki polskojęzycznej tak, aby pasowała kontekstowo i gramatycznie do poprzedniego tytułu. Myślę, że wiecie o co chodzi.
Zatem zaczynam:
"Kiedy byłem dziełem sztuki"...
sobota, 4 czerwca 2011
książkotrzymacz
No słuchajcie. Na pewno oglądaliście niejeden film z tajnym przejściem, gdzie trzeba otworzy,ć, lub pociągnąć odpowiednią książkę, żeby otworzyły się drzwi. Każdy w pewnym momencie marzył o takim miejscu, gdzie nikt go nie znajdzie i będzie mógł w spokoju oddać się czytelniczym podróżom. A jak taka skrytka na dodatek jest w kolorze morskim, to ja, moi mili, jestem wniebowzięta. Podzielacie mój entuzjazm?
(znalezisko ze strony bookcase-sale.blogspot.com)
(znalezisko ze strony bookcase-sale.blogspot.com)
czwartek, 2 czerwca 2011
a gdybym miał jedno życzenie, poprosiłbym o tysiąc nowych życzeń...
Oto to sami chcecie:
-następnych cudownych lat w świecie blogerów
-dużej ilości książek
-czasu na zagłębianie się w lektury
-słodyczy
-ładnych wydań
No! To proszę :)
-następnych cudownych lat w świecie blogerów
-dużej ilości książek
-czasu na zagłębianie się w lektury
-słodyczy
-ładnych wydań
No! To proszę :)
środa, 1 czerwca 2011
podsumowań czerwcowych czas
Pół roku. Pół roku pisania bloga mam za sobą. To jest setny post, aż 15 osób postanowiło poobserwować troszkę co ja tutaj robię, za co jestem przeogromnie wdzięczna. Komentujecie, głosujecie, oglądacie. Miód na moje serce! A do tego dzisiaj jest Dzień Dziecka.
Na Dzień Dziecka ode mnie dużo uśmiechu i tej wewnętrznej, nieokiełznanej radości. A poza tym każdy może wybrać sobie jeszcze jedno życzenie...
czekam na nie do jutra!
Nie przegapcie okazji, bo kto wie, może się spełnią?
Na Dzień Dziecka ode mnie dużo uśmiechu i tej wewnętrznej, nieokiełznanej radości. A poza tym każdy może wybrać sobie jeszcze jedno życzenie...
czekam na nie do jutra!
Nie przegapcie okazji, bo kto wie, może się spełnią?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































