Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 31 lipca 2012

jak wielki może być stos książek, czyli odpowiedź na architektoniczny design

Na koniec lipca chciałabym pokazać Wam w jaki sposób miłość do książek może przełożyć się na architekturę. Zresztą musicie przyznać, że stosy książek prezentują się wyjątkowo estetycznie i obojętnie, czy lubi się czytanie, czy nie, praktycznie każdemu się one podobają. Właśnie dlatego chińskie centrum kultury będzie wyglądało tak:


Taki budynek ma stanąć w przyszłości w chińskim mieście Guangzhou. Zaprojektowali go australijscy architekci z IAPA Designs Consultatnts. Robi na prawdę ogromne wrażenie i prezentuje się fantastycznie!






Podoba się Wam?


fotki pożyczyłam ze stron:
http://nt.interia.pl
http://www.chinese-architects.com

czwartek, 26 lipca 2012

zaproszenie

Z ostatniej chwili mam dla Was zaproszenie na spotkanie literackie.
Oto, co o spotkaniu piszą jego organizatorzy:

"Zapraszamy na spotkanie promocyjne książki dwóch gdańszczan Jana Daniluka i Jarosława Wasielewskiego – “Dolny Wrzeszcz i Zaspa”. Pozycja ta jest kolejną z serii “Gdańskie dzielnice” Wydawnictwa Oskar. Na książkę składają się informacje dotyczące zarówno historii obu dzielnic jak i teraźniejszości, opisane są miejsca, obiekty i zajmujące je instytucje. Książka jest ilustrowana i opatrzona w cytaty z dawnych przewodników oraz teksty literackie, opisujące obie dzielnice"

Entuzjaści Gdańska, a także ciekawscy będą mieli dzisiaj niezłą wyżerkę!
Dlatego serdecznie zapraszam do klubu artystycznego Plama (Zaspa, Pilotów 11) dzisiaj o godzinie 18:00

poniedziałek, 23 lipca 2012

wizyta w bibliotece

w Gdańsku, w centrum Handlowym Manhattan, otwarto niedawno bibliotekę. Jest to filia Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada Korzeniowskiego. Wygląda po prostu pięknie. Rzędy książek, do tego komputery, kącik zabaw dla dzieci, stanowiska do gry planszowych, do gry na instrumentach. Czego tylko dusza zapragnie. Wiele razy przypatrywaliśmy się jej, aż wreszcie postanowiliśmy zajrzeć. 
Powiem Wam, że całkiem sporo ludzi korzysta z usług biblioteki. Bardzo dużo dzieci, młodzieży, dorosłych. Na prawdę jestem zdumiona, że jest ona tak popularna. Sprytni projektanci zastosowali szyby, w ten sposób kilka osób w środku kusi tego z zewnątrz, żeby wszedł i chociaż zobaczył, a wtedy on zostaje tam już na długo. I tak w kółko. Bardzo pięknie. 
A w środku, poza tym wszystkim, co już opisałam, jest też wypożyczalnia płyt winylowych (do posłuchania na miejscu), czytelnia audiobooków, czasopism i pewnie dużo innych rzeczy, których jeszcze nie odkryłam. 
Przeszliśmy się między półkami, i to, co rzuciło się w oczy, to puste miejsca. Zastanawiam się, czy tak dużo książek jest czytanych w domach, czy może biblioteka dopiero tworzy swój księgozbiór?
Tego nie wiem, wiem natomiast, że wypożyczyłam "Wichrowe Wzgórza" i teraz czytam je bez opamiętania!





piątek, 20 lipca 2012

środa, 18 lipca 2012

książkotrzymacz

Jestem właśnie na etapie poszukiwania inspiracji do wystroju mojego mieszkanka. Nowa kanapa w drodze, dlatego czas na zmiany w książkowym królestwie. Wędruje po stronach internetowych szukając czegoś, co będzie dla mnie odpowiednie, przeglądam pokoje, miejsca, półki. Muszę przyznać, że ludzie mieszkają pięknie. Nic, tylko zazdrościć. Całkowicie skończone przestrzenie, które mimo swojej spójności i pełni, są zdolne do ciągłego życia i przeobrażania się. Czyste, nieskazitelne i świeże, a jednocześnie wypełnione codziennością i czymś takim skrajnie domowym. Takie przestrzenie lubię.
Zobaczcie na przykład pokój, który znalazłam na stronie www.desktopretreat.blogspot.com:


coś takiego jest w białych meblach, że idealnie komponują się z książkami, oknem i światłem. A jeśli chodzi o witryny, to ostatnio doszłam do wniosku, że szklane drzwiczki wcale nie muszą być zbędne i ciężkie, tylko całkiem praktyczne i urokliwe. 

wtorek, 17 lipca 2012

książkoniespadacze

:) książkoniespadacze! Że też wcześniej na to nie wpadłam! Poza książkotrzymaczami, kartkopamiętaczami i książkoterią są też książkoniespadacze! Idealne urządzenie, które utrzymuje porządek na półkach, a do tego może nieźle wzbogacić domową biblioteczkę, wizualnie oczywiście. Czasami używa się do tego samych książek, które poukładane jedna na drugiej zapobiegają katastrofie lawiny literackiej (oj, ile razy stałam, podtrzymując stertę książek i wołając: "pomocy!!!"). Jednak, gdy nie lubicie takiej konstrukcji, bo zaburza idealną płaskość woluminów to możecie wybierać pośród miliona różnych książkoniespadaczy.
Niniejszym przedstawiam Wam pierwszy ich zestaw:

zacznę od takich sobie zwierzaczkowych, które możecie zaproponować dzieciom:



a dla tych większych dzieci mam coś takiego:






jest też coś bardziej literkowego i muszę przyznać, że te najbardziej przypadły mi do gustu:



no i na koniec, coś, co możecie zrobić sami, z nieużywanych płyt winylowych:


i jak? Podoba się Wam?

oto źródła fotek:

piątek, 13 lipca 2012

kulturalny gadżet

na moim drugim blogu (o jedzeniu w Gdańsku, koniecznie zobaczcie!) pisałam, że kilka dni temu odwiedziłam targi Gdynia Design Days. To, że są one fantastycznie, to nikomu nie trzeba mówić, a dodatkowo teorię tę potwierdza nagrodzenie takiego oto gadżetu:



jest to projekt autorstwa Mai Abramczyk, a nazywa się "teraz czytam". Jury, które go wyróżniło uznało, że cechuje się on prostotą i celnością przekazu. Ma on skutecznie zachęcać do działań prokulturalnych, które w tym przypadku oznaczają czytanie. 
Jak możecie poczytać na portalu gazeta.pl, projekt ten pozwala manifestować swoje upodobania, wchodzić w interakcję z otoczeniem. 
Co myślicie? Czy jest to "must have" tegorocznego, czytelniczego sezonu? Czy może raczej lans dla snobów? 
Muszę przyznać, że zdecydowanie chciałabym mieć taką torbę. Może niekoniecznie nosiłabym tam książkę, która aktualnie czytam, ale korciłoby mnie, żeby na przykład w autobusie zainstalować tam książkę typu "10 sposobów na zwalczenie ospy", albo "choroby zakaźne, jak żyć z nimi na co dzień", albo co lepsze "masz wszy? nie siedź w domu!". Oj tak :)

obrazeczki zapożyczyłam od portalu gazeta.pl

niedziela, 8 lipca 2012

zza ramienia smakuje lepiej

Przyznajcie się! Na pewno czytacie komuś przez ramię! A nawet jeśli nie robicie tego regularnie, to na pewno się to Wam kiedyś zdarzyło. Po prostu czasami wzrok zwyczajnie błądzi i za bardzo nie wiem co ze sobą zrobić. A tu nagle okazuje się, że ktoś obok coś czyta! Najpierw nieśmiało, zerkacie cóż to jest, potem odrobinkę śmielej, bo zainteresował Was obrazek, lub urywek zdania. Wreszcie dochodzi do momenty, gdy lektura tak Was wciąga, że mało brakuje, żebyście powiedzieli czytającemu, że przerzuca kartki za szybko, lub za wolno. Albo pytacie co to takiego jest, żeby natychmiast zakupić własny egzemplarz. 
Zresztą najbardziej wciągające są gazety, ze swoimi sensacyjnymi nagłówkami. Siłą rzeczy jesteście zaciekawieni, nawet jeśli jedyne co Wam przeszkadza, to niedoczytane zdanie, które zawisło w eterze i usilnie prosi, żeby je doczytać. 
Ale niech tylko nikt nie ośmieli się czytać Waszych czytadeł! Oj, jak to irytuje. Czyjś przenikliwy wzrok na naszych kartkach. A może mamy brudne, albo obgryzione paznokcie? Na pewno to wszystko widzi nielegalny czytelnik!
Ale nie przejmujcie się! Zza ramienia smakuje lepiej!

czwartek, 5 lipca 2012

zaproszenie

Zapraszam Was do Gdańskiego Domu Książki na spotkanie z Robertem Brylewskim. 9 lipca dowiemy się co zawiera jego autobiografia "Kryzys w Babilonie". Jeśli ktoś nie wie kto zacz, to już spieszę zacytować, że Robert Brylewski to "legendarny polski muzyk rockowy; wokalista, gitarzysta, kompozytor, autor tekstów, lider i współzałożyciel legendarnych zespołów Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael i Armia. Jest też realizatorem muzycznym, właścicielem studia nagrań, tworzy komputerowe animacje do teledysków". Z tej książki dowiecie się tego wszystkiego, co rockman mógłby powiedzieć, dowiecie się też czego nie mógłby powiedzieć, poznacie jego początki, ambicje, plany. Poznacie inspiracje dzięki którym stał się tym kim jest i te pomimo których jest tym kim jest. 
Gdański Dom Książki przekonuje nas do wizyty tam dodatkowym rabatem. No proszę!
Także jeszcze raz: 9 lipca, godzina 17:00, Gdański Dom Książki, ul. Miszewskiego 16, Sex, Drugs, PRL i Robert Brylewski
Wpadniecie?

wtorek, 3 lipca 2012

Prawda


     Do recenzji tej książki zabierałam się stosunkowo długo. Jest to o tyle dziwne, że recenzja takich książek jest oczywista. I może właśnie dlatego mam z tym taki problem. Bo co za sztuka napisać "książka jest wyśmienita". Żaden czytelnik nie zadowoli się takim osamotnionym zdaniem. I nawet, jeśli dodam, że "zdecydowanie polecam jej przeczytanie", to kto uwierzy mi na słowo? Oczywiście może pomóc fakt, że książkę tę napisał Terry Pratchett. Wtedy ktoś powie "no tak, jakość sama w sobie", ale dla tych, którzy nie wiedzą kto zacz, dalej nie ma wystarczających argumentów.
   Mogę więc spróbować dodać, że "niesamowita lekkość języka, który przybrał intensywny kolor sarkazmu, jest powalająca", tylko czy aby na pewno posunie nas to dalej w napisaniu recenzji? Próba kolejna, która przybiera taką postać: "świat przedstawiony składa się z wielu zakrętów, a za każdym z nich jest dwuetapowe skrzyżowanie z ruchem wahadłowym". Niby metafora łatwa do złapania, że fabuła zawiła, że zaskakująca, jednak może nie jest to wystarczający argument dla czytelnika.
   A gdyby tak dodać coś o postaciach? Gdyby napisać, że są zbudowane i dopracowane w każdym szczególe i tworzą kompletną całość? Tylko, że dla wymagających to może być nadal za mało.
  O, wiem! Sama fabuła! William zajmuje się pisaniem (co w Ankh Morpork jest sztuką niezwykle rzadką) cotygodniowych listów z nowinami do ludzi, którzy są w stanie za nie zapłacić. Przez przypadek przeradza się to w regularną gazetę, która zaczyna interesować wszystkich, łącznie z Nową Firmą, która niekoniecznie ma dobre zamiary. Nie tylko względem Williama i Patrycjusza, ale i względem całego świata. Zatem w "Azecie" mieszkańcy znajdą nie tylko opis zabawnych warzyw w kształcie… hmm… delikatnie mówiąc wulgarnym, ale i mrożących krew w żyłach codziennych wydarzeń. Lepiej dla Williama, żeby ich bohaterowie nigdy "Azety" nie przeczytali.
  Tylko sami widzicie, z fabułą nigdy nie wygrasz, bo nie możesz zdradzić całego jej przebiegu. Zatem znowu jestem w punkcie wyjścia. Nie wiem jak zabrać się do recenzji. Na pewno nic tu nie pomoże dodanie, że czcionka ma odpowiednią wielkość, że obrazek na okładce jest ilustrowaną wizytówką atmosfery panującej w książce, że czytając ostatnie zdanie zalewasz się łzami śmiechu i żalu i koniecznie chcesz kupić kolejną opowieść ze Świata Dysku.
  Nic, nic, nic. Nie wiem jak napisać recenzję książki "Prawda" Terrego Pratchetta. Chyba odłożę ją na później...



a i na koniec napisze Wam, że fotka ta powstała podczas podróży do Paryża. Oczywiście w samolocie, także książka też ze mną podróżowała. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

na marginesie...

lipiec zacznę od wesołych przechwałek, które zupełnie nie są związane z książkami (taka mała odskocznia). Otóż dzisiaj odkryłam, że moja dachowa (daszana :P) hodowla roślinek, zaczyna wydawać plony. Póki co są one maleńkie (nie licząc rzodkiewek, którymi zajadam się już od jakiegoś czasu).
Nie robiłam zdjęć wszystkiego, ale na naszym dachu mamy i wcześniej wspomniane rzodkiewki i pory, cebule, ogórki (które też już zaczynają przypominać siebie wyglądem), poziomki, papryczki, kalarepki. Wszystko w wersji mini, często jeszcze bez owoców, ale za to z dobrymi widokami na przyszłość.
A radość dzisiaj przysporzyły mi pomidorki, które teraz Wam przedstawię. 
TADAM:


oj lipcu, tyle radości na sam początek? Co przyszykowałeś dla mnie na później?