Łączna liczba wyświetleń

środa, 2 lutego 2011

Tysiąc spokojnych miast

I oto nadszedł najkrótszy miesiąc w roku, i jednocześnie trzeci miesiąc prowadzenia przeze mnie bloga.
Kto by pomyślał :)
A żeby dobrze miesiąc rozpocząć proponuję na początek recenzję książki "Tysiąc spokojnych miast" autorstwa Jerzego Pilcha, wydanej przez Wydawnictwo Literackie.

        „Tysiąc spokojnych miast” to powieść rozgrywająca się w latach 60-tych. Pan Trąba postanawia przed śmiercią (którą spowodować ma alkoholizm) zrobić coś, co będzie pożyteczne. A cóż może być bardziej pożytecznego, niż zabicie dyktatora? Wybór pada zatem na tę czynność. Po wstępnych rozważaniach, ocenieniu własnych możliwości fizycznych, psychicznych i technicznych, cel zostaje obrany. Jest nim I-szy sekretarz PZPR Władysław Gomułka.
     Pan Trąba wciąga w swój spisek ojca narratora powieści Jerzyka, a także samego Jerzyka, który przy okazji tego morderczego planu, przeistacza się z chłopca w mężczyznę. Tak czy inaczej, plan naszych trzech zuchów zostaje poddany publicznej debacie, do której dołączają się kolejni mieszkańcy ziemi cieszyńskiej. Wybrany zostaje termin, miejsce oraz narzędzie zbrodni.
Książka o tyle interesująca, że według czasopisma „Kirkus Reviews” znalazła się w gronie 25-ciu najlepszych powieści wydanych w Ameryce w 2010 roku. Czy jednak warta jest całego tego zamieszania?
      Zacznijmy od tego, co widzą oczy zanim dosięgną samej treści. Na okładce autor... autorem blurba jest autor... na obwolucie wypowiada się autor... Czy nie starczyło mu kartek samej książki? No ale powiedzmy, że różne koncepcje imają się różnych osób. Książka co prawda szyta, ale wydana estetycznie. Wybrany papier idealny, odpowiednia grubość, tekstura i kolor. Barwa okładki uspokajająca i miła dla oka i nawet literki na niej układają się jakoś tak naturalnie.
     No a treść? Z treścią zawsze jest najweselej. Nie da się uniknąć subiektywizmu (jak zresztą przy wszystkim), a co za tym idzie muszę powiedzieć, że według mnie Amerykanie powinni bardziej przyłożyć się do wyboru polskich książek jakie drukują. Innymi słowy Pilch w tym wydaniu nie zachwyca. Nie można oczywiście powiedzieć, by przedstawiona historia była zła, czy mało interesująca. Oczywiście, że nie, ale po takim wstępie człowiek spodziewa się rewolucji, a przynajmniej małego przewrotu, którego tym razem nie odnalazłam.
      Za kunszt słowa Pilcha należy cenić. Ilość wyszukanych wyrazów jest w powieści tej zatrważająca. Ale czy konieczna? Wydaje mi się, że mogą one delikatnie burzyć porządek czytelniczy. Ma się ochotę krzyczeć: „no dobra, wszystko fajnie, ale te słowa zakrywają mi fabułę!”. I tak jest w istocie. Opowieść to raczej przegadana, niż przeżyta. Językowe zabawy wybijają się na pierwszy plan i tam pozostają przez większość czasu.
      No ale dosyć tego złego. Atmosfera w książce jest nieco przygnębiająca, ale za to rozświetlenia zaserwowane przez autora naprawdę spełniają swoje zadanie. Mowa tu oczywiście o humorystycznym aspekcie książki. Zamach, przygotowania, rozważania i taktyka, to wszystko przedstawione jest z dużym dystansem i przymrużeniem oka. Chociaż czytelnik dopiero po chwili orientuje się, że ma do czynienia z powieścią raczej humorystyczną, to jednak uczucie to pozostaje żywe do samego końca.
      Również budowa książki jest dosyć charakterystyczna. Można odnieść wrażenie, że jest to zbiór monologów zebranych do kupy i połączonych całą serią pomniejszych opisów. Spotęgowanie tego wrażenia następuje, gdy wracamy do lektury po uprzednio zrobionej przerwie. Za każdym razem zdaje się nam, że czytamy inną książkę. Polecałabym nawet otwieranie jej na przypadkowych stronach, czytanie po kilka zdań i ponowny wybór strony. Odkrywa to dość rzadko spotykany element literacki, jakim jest powieść otwarta (dzieło otwarte) podatna na wielość interpretacji. Anglicy mają swojego Jamesa Joyce'a, my mamy Pilcha.
      Książkę tę przeczytałabym ponownie dla wielu trafnych sformułowań i spostrzeżeń, a nie wróciłabym do niej nigdy więcej przez ślamazarność akcji. Cóż... tysiąc spokojnych miast, milion wywrotnych opinii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza